Piętnastometrowy granitowy pomnik na masywnym cokole miał być urodzinowym prezentem dla Józefa Stalina. Największy monument stał w centrum Pragi przez siedem lat. Owiana tajemnicą historia posągu ożyła w reportażu Mariusza Szczygła, teraz także na deskach wrocławskiego Teatru Lalek.

Spektakl „Pomnik” na motywach książki Mariusza Szczygła „Gottland” to wspólna praca polsko-czeskiego zespołu. Sztuka nawiązuje do historii największego na świecie pomnika Stalina, który odsłonięto na terenach rekreacyjnych Letná w centrum Pragi w 1955 r.

– Był ogłoszony konkurs na tę rzeźbę, w którym obowiązkowo wszyscy rzeźbiarze z całych Czech musieli wziąć udział. I oczywiście nikt nie chciał wygrać w tym konkursie, bo wiadomo, że chodzi o propagandę i coś, co zupełnie nie jest związane ze sztuką. Niestety. Jeden z nich wygrał – mówi Jakub Krofta, dyrektor artystyczny Wrocławskiego Teatru Lalek.

W trakcie budowy pomnika zginęło sześciu robotników. Sam rzeźbiarz wskutek ogromnej presji społecznej i politycznej popełnił samobójstwo, podobnie jak jego żona. Siedem lat później pomnik został zburzony, a odpowiedzialny za jego likwidację pirotechnik z załamaniem nerwowym trafił do szpitala psychiatrycznego.

– Prawda tej historii jest brutalna, podajemy ją w czeskiej formie, a jest ona bardzo absurdalna i śmieszna. W związku z tym ta historia przychodzi łatwiej – twierdzi dramaturg Elżbieta Chowaniec.

Jak mówią twórcy spektaklu, historia pomnika jest pretekstem do opowiedzenia o pewnej epoce w dziejach Czechosłowacji. Czesi przyznają, że reportaż Szczygła zainspirował ich do przyjrzenia się własnej historii.

– Teraz to część naszej kultury, nagle każdy zainteresował się historią tego pomnika. To także współcześnie rodzi pytania: komu powinno się zbudować pomnik, a czyje powinny być zburzone? – zastanawia się Jiří Havelka, reżyser spektaklu.

Przedstawienie skierowane jest do osób powyżej 14. roku życia. Premiera w najbliższy piątek.


RAPORT SPECJALNY: KULTURA WROCŁAWIA I REGIONU