Mamy kolejną rekordzistkę w niechlubnym rankingu polskiej służby zdrowia. 67-letnia kobieta na wizytę u endokrynologa została zarejestrowana na rok 2027. Problem z lekarzami tej specjalności trwa od lat, kolejki się wydłużają, a mniej zasobni pacjenci są bezradni.

Urszula Rybak o chorobie tarczycy dowiedziała się w maju. 67-letnia pacjentka dostała skierowanie do endokrynologa. Na wizytę lekarską musi czekać...10 lat. – Badanie USG wykazało ostre zapalenie tarczycy, co wymaga na chwilę obecną farmakoterapii, tej farmakoterapii nie może zlecić lekarz pierwszego kontaktu, powinien zrobić to endokrynolog – komentuje rodzina pani Uli.

Najdłuższe kolejki są właśnie do endokrynologa – tu pada niechlubny rekord. Przychodnia na Dobrzyńskiej we Wrocławiu ma największą poradnię endokrynologiczną na Dolnym Śląsku. Placówka zatrudnia 14 endokrynologów, jednak pacjentów jest tak dużo, że na wizytę trzeba czekać dekadę. – W tej chwili zapisujemy na 2027 rok, czyli dość abstrakcyjny termin. Te kolejki związane są z tym, że jest duży popyt na usługi w zakresie endokrynologii, my jesteśmy jedną z nielicznych placówek, która takich porad udziela. Mamy poważne problemy z kadrą – przyznaje lek. med. Edward Kostecki. – Powodem tak długich kolejek nie jest brak pieniędzy na leczenie, ale brak lekarzy specjalistów. Mamy podpisane 22 umowy, ale to wciąż za mało. Kwestia podpisywania umów i finansowania świadczeń to nie wszystko, w przypadku endokrynologii sytuacja jest specyficzna, bo tutaj wyjątkowo brakuje lekarzy – mówi rzeczniczka dolnośląskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia Joanna Mierzwińska.

Na Dolnym Śląsku działają 23 poradnie endokrynologiczne. We Wrocławiu 5.