Latem jest szczególnie niebezpieczny. I właśnie latem wraca dyskusja: jak walczyć z barszczem Sosnowskiego? Zieloni i partia Razem apelują do marszałka dolnośląskiego o opracowanie spójnego programu. Urzędnicy odsyłają wyżej: do parlamentarzystów.

Osiąga wysokość nawet do 5 metrów, z jednej powstają tysiące nasion, z każdego z nich – kolejna roślina. Walka z barszczem Sosnowskiego to wciąż walka z wiatrakami. – Na Ziemi Kłodzkiej to jest problem bardzo powszechny. We wszystkich rowach, na wszystkich podwórkach rośnie ten barszcz i ludzie często też nie mają pomysłu, co robić. Koszą go, ścinają, a ten barszcz odrasta – Paweł Pomian, przewodniczący Zielonych we Wrocławiu.

Kontakt z barszczem Sosnowskiego w najlepszym wypadku kończy się wysypką, w najgorszym – poparzeniami trzeciego stopnia, które mogą prowadzić nawet do martwicy skóry. – Mają bardzo poważne negatywne skutki dla bioróżnorodności – ze względu na to, że one szybko się rozmnażają, zajmują duże tereny, jeśli ich nie zwalczamy, i stąd są bardzo niebezpieczne. Także dla ludzi i zwierząt – podkreśla biolog dr Robert Maślak z partii Razem.

Dlatego Zieloni i Razem chcą opracowania kompleksowego programu walki z barszczem Sosnowskiego i równie groźnym barszczem Mantegazziego. Składają petycję do marszałka województwa. – Można szybko reagować, jak pojawia się ten problem pojedynczych stanowisk krzaków tej rośliny. Wtedy jest to jeszcze łatwe do usunięcia – dodaje Pomian.

– Brakuje przepisów, które regulują walkę z niebezpiecznym barszczem – przyznają przedstawiciele urzędu marszałkowskiego. Potrzebne są rozwiązania ustawowe. – W tej chwili to jest odpowiedzialność, która spoczywa na właścicielach i gminach i w takim zakresie jest realizowana. My, jako samorząd województwa, robimy co możemy. Wspieramy w tym procesie te biedniejsze gminy – zapewnia Jarosław Perduta z UMWD.

Cztery lata temu ekolodzy opracowali mapę występowania barszczu Sosnowskiego. Nie ma jednak przepisów, które zmusiłyby właściciela terenu do usunięcia rośliny.