Łyżwiarka szybka Natalia Czerwonka nie ukrywa, że najważniejsze w nadchodzącym sezonie są dla niej igrzyska olimpijskie w Pjongczangu. – Powiem wprost: chcę zdobyć medal – zapowiedziała.

– Sezon zimowy zbliża się dużymi krokami, na ile jest już pani gotowa do startów?
Natalia Czerwonka:
– Wiele już za mną, ale ta najcięższa praca jeszcze przede mną. Pierwsze poważne starty za osiem, dziewięć tygodni, a więc jest jeszcze sporo czasu. Na razie wszystko, co sobie zaplanowaliśmy z trenerem Arkadiuszem Skonecznym wykonaliśmy w stu procentach. Teraz przede mną długi obóz w niemieckim Inzell, gdzie będziemy pracować nad ostatnimi poprawkami i dopracowywaniem techniki. Później już przyjdzie czas na poważne starty.

– To ostatni obóz, ale wcześniej było już ich kilka, także w dalekim Calgary.
– Były już obozy m.in. w Hiszpanii, Francji i zgrupowanie w Berlinie, a także we wspomnianym Calgary, gdzie spędziłam trzy tygodnie i to był fantastyczny czas. Minął, że nawet się nie spostrzegłam kiedy. W Calgary miałam zresztą już pierwsze starty w tym sezonie na lodzie w zawodach na 500 i 1000 metrów. Moje przygotowania do sezonu w porównaniu z poprzednimi latami są właśnie inne, bo już praktycznie od maja jeżdżę na lodzie. Wszystko dzięki sponsorowi Regionalnemu Centrum Sportowemu z mojego rodzinnego miasta Lubina oraz zawodowej grupie short trackowej OTTO TEAM, w której się znalazłam. Łyżwy do short tracku i do łyżwiarstwa bardzo się różnią, ale chodziło nam z trenerem o doskonalenie techniki. Pozwoli mi to być szybszą, a o to przecież chodzi, bo o medalu mogą decydować na mecie milimetry.

– Będzie to sezon igrzysk olimpijskich, na czym polegają zmiany w przygotowaniach?
– Zmian jest dużo, bo mam już za sobą zgrupowania, na których dużo jeździłam na lodzie, a w poprzednich latach na lód wychodziłam dopiero w lipcu. Śmiałam się, że nareszcie mogłam odstawić rower, na którym spędzałam w pewnym momencie więcej czasu niż na lodzie. Nie trenuję z kadrą, ale w grupie zawodowej i dzięki temu mogło dojść do takiej zmiany. Jest to pewnego rodzaju ryzyko, ale tendencje na świecie są takie, aby wychodzić jak najwcześniej na lód i jeżeli chcemy się liczyć w walce o najwyższe miejsca, musimy podążać za trendami. Tak robią wszyscy najlepsi. Trening na rowerze, czy nawet rolkach, to nie to samo, co trening na torze z łyżwami.

– Celem nadrzędnym są igrzyska i medal w tym sezonie?
– Skupiamy się na igrzyskach i zapewne dla każdego zawodnika sportów zimowych będzie to najważniejszy start w tym sezonie. Ciężko pracujemy, bo chcemy powalczyć o medal. Powiem wprost - chcę zdobyć medal. I nie interesuje mnie, czy będzie to w konkurencji indywidualnej, czy drużynowej, czy będzie to złoto, czy brąz. Medal, to medal. Chociaż śmieję się, że jak zdobędziemy medal w drużynie, to będę gorsza od dziewczyn, bo Luiza Złotkowska, Kasia Woźniak i Kasia Bachleda-Curuś będą miały już po trzy krążki, a ja tylko dwa. Ale to tylko żarty, najważniejsze, aby stanąć na podium.

– Już pani mówiła, że przygotowania są inne w porównaniu do wcześniejszych sezonów, a samo nastawienie i świadomość, że zbliża się ten jeden z najważniejszych w karierze startów też jest inna?
– Jak się porównuję do tego, co było cztery, czy osiem lat temu, to uważam, że jestem dojrzalszą zawodniczką. Doświadczenie w startach jednak procentuje. Teraz jestem bardziej świadoma tego, co mi potrzeba i jak powinnam pracować, aby jak najlepiej się przygotować do startu. Liczę, że ta świadomość zaprocentuje wynikami, o jakie nam chodzi.

– Wraca pani do rywalizacji po wypadku sprzed trzech lat, kiedy wydawało się, że może Pani już nie wrócić do sportu...

– Ze zdrowiem wszystko jest dobrze i mam nadzieję, że tak będzie już cały czas. Mogę chyba powiedzieć, że od tego czasu stałam się inną zawodniczką, bardziej dojrzałą. Przeszłam długą drogę, ale to już za mną. Mam swój cel, ale nie zapominam się cieszyć każdym treningiem i czerpać z tego co robię jak najwięcej radości.