Ruszyły linie produkcyjne we wrocławskich fabrykach sprzętu gospodarstwa domowego przy ul. Żmigrodzkiej. Koncern Bosch und Siemens wyprodukuje w nich 2 mln lodówek i piekarników rocznie.

Wrocławskie fabryki koncernu Bosch und Siemens symbolicznie rozpoczęły działalność dzisiaj po południu. W tej chwili pracuje w nich 400 osób. Będzie więcej. – Miało być 1 tys. osób, ale teraz mogę zadeklarować 1,3 tys. – zapewnia Konrad Pokutycki, prezes BSH Hausgeräte.

W dwóch fabrykach będą produkowane lodówki i piekarniki marek Siemens i Bosch. – To, co powstało we Wrocławiu, nie jest montownią – przekonuje prezes. – Nie mamy montowni. To jest głęboka, zaawansowana technologicznie produkcja – dodaje.

BSH kupił wrocławski zakład w 2015 r. w atmosferze skandalu. Transakcję przez wiele miesięcy blokowała syndyk. Teresa Kalisz uznała, że 90 mln zł, które Niemcy oferowali za fabrykę, to rażąco niska cena. Transakcję udało się sfinalizować dopiero po zwolnieniu jej z funkcji syndyka. – To była świetna decyzja – mówi Lech Bąk, ówczesny szef Solidarności w zakładzie FagorMastercook. – Ludzie mają pracę, produkcja zostaje – pełen sukces – uważa.

Niemcy wykazali się wyjątkową wytrwałością. Kupno fabryki, która w 2013 r. upadła z powodu kłopotów swojego hiszpańskiego właściciela, negocjowali 21 miesięcy. – Tu jest świetna infrastruktura, mnóstwo innych firm produkcyjnych, wyższe uczelnie, sprzyjające władze lokalne i strefa ekonomiczna, którą zostaliśmy objęci – wymienia Michael Schöllhorn z BSH.

Fabryki zostały włączone do Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Koncern dostanie pomoc publiczną w postaci ulgi od podatku dochodowego szacowanej na kilkadziesiąt milionów złotych. BSH zainwestował we wrocławskie fabryki ponad 500 mln zł.