42-letni strażak kilka dni temu walczył z orkanem, teraz walczy o życie. Podczas czwartkowej interwencji strażaka z Milicza przygniotło spadające drzewo. Mężczyznę czeka teraz długie leczenie i nie wiadomo czy kiedykolwiek wróci do pracy.

Kiedy nad Dolnym Śląskiem szalał potężny huragan, strażacy z Milicza zostali wezwani do usuwania powalonych drzew z jezdni. Podczas jednej z takich akcji doszło do dramatycznego wypadku. W strażaka Waldemara Dobickiego runęło drzewo. Mężczyzna momentu wypadku nie pamięta. – Straciłem przytomność w momencie jak to drzewo upadło i więcej nie pamiętam. Z tego co mi koledzy mówili, wyglądało to strasznie – opowiada Waldemar Dobicki.

Leczenie w szpitalu na pewno potrwa kilka tygodni, potem mężczyznę czeka długa rehabilitacja. Nie wiadomo czy kiedykolwiek pan Waldemar będzie mógł wrócić do pracy. Strażak codziennie otrzymuje słowa wsparcia. Dzisiaj odwiedzili go koledzy z pracy i starosta trzebnicki.

Pan Waldemar nie czuje się bohaterem. – Jedziemy do akcji, udzielać tej pomocy. Nie myślimy o następstwach, nikt nie mógł tego przewidzieć, stało się, jak się stało – mówi.

W miniony czwartek w wyniku wichur w Polsce zginęły dwie osoby. Rannych zostało 45. W tym jest 11 strażaków. Pan Waldemar jest strażakiem od dwudziestu lat. Wierzy, że uda mu się wrócić do zawodu.