62 tys. osób czeka w kolejce do zabiegów usunięcia zaćmy. To o 10 tys. mniej niż jeszcze rok temu, ale nadal bardzo dużo. Pomóc w rozładowaniu kolejki miała refundacja kosztów leczenia za granicą, ale wciąż na zabiegi w trybie pilnym pacjenci czekają średnio 200 dni.

Zaćma, katarakta, zmętnienie soczewki – różne nazwy, ale jedna choroba. Dotyka głównie osoby starsze, nie leczona prowadzi do niepełnosprawności.

Zaćmy nie można uniknąć, jeśli takie schorzenie już występuje, trzeba operować, bo prowadzi do ślepoty. To nie jest skomplikowany zabieg. Trwa zaledwie 20 minut. W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu w ciągu godziny lekarze mogą wymienić zmętniałe soczewki nawet 3-4 pacjentom. Problem w tym, że pacjentów z poważniejszymi problemami jest jeszcze więcej.

Jeszcze kilka lat temu w kolejce do operacji zaćmy pacjenci czekali 4 lata, dziś – półtora roku. To nadal dużo, mimo większych nakładów finansowych NFZ-u.

Pan Stanisław wczoraj miał usuwaną zaćmę w lewym oku. We Wrocławiu w trybie pilnym czekał 2 miesiące, ale w Zgorzelcu kolejka jest znacznie dłuższa. – Czekałem dwa lata, potem myślałem o Czechach – mówi Stanisław Śnieszko.

Za operacje wykonane u naszych sąsiadów NFZ zwraca ponad 2 tys. zł. Na wykonanie zabiegu za granicą pacjenci czekają tylko kilka dni. Z takiej okazji w zeszłym roku skorzystało 1500 chorych. W tym już 2300. To nadal niewiele. Ale lekarze widzą tez inny problem – wiele osób niepotrzebnie obawia się zaćmy, zapisuje się na zabieg, a nie ma ku temu powodów. Rekordzistą jest pacjent, który już dziewiętnaście razy przesuwany był na koniec kolejki, bo nie było wskazań do operacji.

W zeszłym roku Ministerstwo Zdrowia przeznaczyło na leczenie zaćmy za granicą miliard złotych. Do tej pory wykorzystano 25 milionów.