Wrocławscy naukowcy prowadzą badania mikroorganizmów, które rozkładają tworzywa sztuczne. To istny wyścig z czasem, bo góra plastikowych śmieci rośnie z dnia na dzień. W dodatku większość nie podlega recyklingowi.

Do wrocławskiego zakładu trafia miesięcznie 1,6 tys. ton plastikowych śmieci. Aż 70% z nich nie nadaje się do recyklingu. W całości albo w części są zrobione z tworzyw sztucznych, których nie da się przetworzyć. – Przykładem tworzywa, które nie podlega recyklingowi jest np. naklejka na butelce. Nie nadaje się ona do recyklingu i eliminuje całe to opakowanie z recyklingu – tłumaczy Bogdan Sokólski z WPO ALBA S.A.

Co sekundę w morzach i oceanach ląduje 700 kg plastikowych odpadów. Bardzo niebezpieczne są – niewidoczne gołym okiem – mikrocząsteczki plastiku stosowane m.in. w pilingach czy detergentach. Zwierzęta jedzą te tworzywa sztuczne i umierają z tego powodu. My używając drobny piling niszczymy, zabijamy ryby, żółwie czy inne zwierzęta morskie – tłumaczy dr Aleksandra Mirończuk z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

W laboratorium badane są bakterie, które rozkładają tworzywa sztuczne. – Tutaj mamy kawałek plastiku, który został poddany działaniu mikroorganizmów. Te dziurki, które możemy zobaczyć gołym okiem, świadczą o tym, że został on zjedzony – wyjaśnia naszej dziennikarce Aneta Urbanek.

Na razie bakterie zjadają tylko plastiki biodegradowalne. – Obecnie nikt na świecie nie znalazł mikroorganizmu, który jest w stanie rozkładać takie tworzywa jak PET wysokokryształowy. Małymi krokami musimy szukać rozwiązań, które umożliwią rozwiązanie problemu, który jest zatrważający – przyznaje Mirończuk.

Jeśli problem nie zostanie rozwiązany to, zgodnie z przewidywaniami naukowców, za 30 lat w morzach i oceanach będzie więcej plastiku niż ryb.