Tragiczne potrącenie na skrzyżowaniu ulic Ślężnej i Sanockiej we Wrocławiu. Zginęła rowerzystka, a jej dziecko – przewożone w foteliku – zostało przewiezione do szpitala. Strażacy, aby wydobyć poszkodowanych, podnieśli ciężki pojazd.

Rower, którym po godz. 13:00 kobieta z pięcioletnim dzieckiem w foteliku przejeżdżała przez skrzyżowanie w centrum Wrocławia, został kompletnie zmiażdżony. Według relacji świadków kierowca nie zauważył momentu zderzenia i jeszcze przez kilkanaście metrów autokar ciągnął pod sobą ofiary wypadku.

– Nie wiem, jak doszło do tego wypadku. Tam są kamery, zobaczą. Ja nie wiem, w ogóle nie widziałem tej kobiety – mówi nam kierowca autokaru. – Usłyszałem płacz dziecka. Automatycznie wyskoczyłem z samochodu. Chłopiec był zablokowany pod autobusem, w siodełku bezpieczeństwa, na rowerze. Poodcinałem go nożem z tego siodełka, uwolniłem go stamtąd. Leżałem z nim tam, uspokajałem, ale miał nogę zablokowaną pomiędzy siodełko a rurę od autobusu – opowiada Tomasz Morosko, świadek zdarzenia.

Na miejsce przyjechała specjalistyczna jednostka straży pożarnej. Konieczne było uniesienie kilkunastotonowego autobusu, by pomóc ofiarom wypadku. – Działania ratownicze zastępów straży polegały na sprawieniu poduszek niskiego ciśnienia, podłożeniu ich za tylną osią autobusu z obu stron i podniesieniu tego autobusu o kilkanaście centymetrów, co umożliwiło wyciągnięcie tych poszkodowanych osób – informuje mł. bryg. Łukasz Turski z wrocławskiej straży pożarnej.

Mimo ogromnego zaangażowania strażaków i ratowników medycznych kobiety nie udało się uratować. Jej synek jest w szpitalu. – Byłem przy nim, mówiłem, że jestem jego wujkiem, że wszystko będzie dobrze. Ma jakieś tam obrażenia, dwa siniaki na głowie, no i nogę miał zablokowaną. Nie wiem czy nie ma jej złamanej. Był bardziej przestraszony. Jak go uspokajałem, to czuł się bezpieczny i przestawał płakać – dodaje Tomasz Morosko.

Kierowca autobusu był trzeźwy. Okoliczności zdarzenia bada policja i prokuratura.