Maciej Janowski wygrał premierowe zawody Grand Prix w Hallstavik. Polak w pierwszym starcie zanotował zero, ale w kolejnych sześciu wyścigach był bezkonkurencyjny. Wrocławianin wrócił do walki o medale indywidualnych mistrzostw świata. – Zrobiliśmy kilka zmian. Największą była wymiana gogli, bo zebrałem sporo błota – śmiał się "Magic".

Grand Prix Szwecji pod dyktando Polaków

Biało-czerwoni po umiarkowanie udanej inauguracji cyklu w Warszawie, w kolejnych startach rozczarowywali. Kompletnie nie wyszła im ostatnia runda w Horsens, dlatego do Szwecji przyjechali z mocnym postanowieniem poprawy.

Nie chciał czyścić kewlaru

Zrehabilitować w świetnym stylu udało się Janowskiemu, który był bardzo szybki i zgromadził w całych zawodach 18 punktów. Z dobrej strony zaprezentował się też Bartosz Zmarzlik. Gorzowianin popisał się bardzo efektowną akcją w półfinale, kiedy na ostatnim okrążeniu minął Emila Sajfutdinowa. Determinacja i odważna jazda dały mu też trzecie miejsce w finale.

– Początek był bardzo trudny, ale staraliśmy się o tym nie myśleć. Wiedzieliśmy, że sprzęt był doskonale przygotowany do zawodów w Hallstavik. Utwierdził nas w tym piątkowy trening. Dlatego skoncentrowałem się na momencie startowym. I zrobiłem to! Jestem bardzo dumny z całego mojego zespołu, który pracował na ten triumf – powiedział zwycięzca.

– W pierwszym wyścigu zebrałem bardzo dużo ciężkiego materiału z toru. Musiałem wymienić gogle, bo te wcześniejsze nie nadawały się do niczego. Skupiałem się na startach, bo wiedziałem, ile czasu zajmuje doczyszczenie kewlaru – śmiał się Janowski.

Dobry humor nie opuszczał wrocławianina też w trakcie zawodów. Przed biegiem finałowym żywo dyskutował z klubowym kolegą i liderem cyklu Grand Prix – Taiem Woffindenem.

– To "Tajski" śmiał się, bo we Wrocławiu nigdy nie przybijamy sobie piątek przed ostatnim wyścigiem. To przynosi pecha – tłumaczył Polak.

Od lewej: Bartosz Zmarzlik, Maciej Janowski, Fredrik Lindgren (fot. PAP/EPA) Od lewej: Bartosz Zmarzlik, Maciej Janowski, Fredrik Lindgren (fot. PAP/EPA) .

Szarża wieczoru dla Zmarzlika

Dobrą wiadomością dla polskich kibiców jest też świetna jazda Zmarzlika. Gorzowianin nie potrafił ustabilizować w tym sezonie formy w indywidualnych mistrzostwach świata. Całkowicie zawiódł w Pradze, ale startami w Hallstavik usatysfakcjonował nawet najbardziej wybrednych fanów żużla.

– Nie miałem szczęścia w poprzednich rundach. Wierzę, że to przełomowy moment. Jestem bardzo szczęśliwy z trzeciego miejsca – stwierdził.

– Miałem dużo radości z jazdy. Zobaczymy, co wydarzy się w kolejnych rundach. Czułem się bardzo dobrze i dziękuję mojemu teamowi za wszystko. Wykonali bardzo dobrą robotę – zakończył Zmarzlik.

Zawodnik Stali Gorzów przesunął się do pierwszej ósemki cyklu Grand Prix. Jego strata do Sajfutdinowa wynosi 12 punktów. Wszystko jest jeszcze otwarte, bo do zakończenia cyklu pozostało sześć rund.